~~Rozdział IV~~
- Kochanie wstawaj...Za chwilę odlatujemy z Ziemi... Wstawaj Misty! Myszko no! - powiedział spokojnym głosem Martin i pocałował mnie w czoło.
- Jeszcze trochę Kyle...daj mi pospać po tej przygodzie...Jeszcze kilka minut Aniele...- mówiłam sama do siebie.
- Misty! Wstawaj i natychmiast powiedz mi kim jest ten Kyle o którym przed chwilą mówiłaś!!! - krzyknął mój były "ukochany".
- Co? Gdzie? Jak? Gdzie ja jestem do diabła?!? Gdzie jest Kyle? Gdzie jest ta pustynia cała? - zaniepokojona zaczęłam się pytać.
- MISTY!!! Uspokój się!!! Jesteśmy na pokładzie statku i zaraz polecimy na Xyron! A teraz mów mi kim jest do cholery ten Kyle!!! - wydarł się Martin.
<Nic nie mów mu o mnie Misty! Nikt się nie może dowiedzieć!> - głos Anioła zabrzmiał w mojej głowie.
- Yyyy...Kyle to dobry znajomy...poznałam go na....yyy...na Ziemi.... - powiedziałam spontanicznie.
- Misty widzę kiedy kłamiesz!!! Powiedz prawdę!!! - zaczął krzyczeć na mnie mężczyzna.
W tym właśnie oto momencie Martin uderzył mnie...uderzyła mnie osoba, na której niegdyś mi zależało...Łzy same zaczęły mi lecieć strumieniami z oczu. * Co mam począć, jeśli mój chłopak mnie uderzył i skrzywdził?* pomyślałam.
<Nie przejmuj się Misty, później ci wszystko opowiem. Powiedz mu że za chwilę przekona się kim jest Kyle...> powiedział mój Anioł Stróż. *A-ale anioły przecież nie mogą się pokazywać ludziom! Sam mi mówiłeś!* pomyślałam z nadzieją, że Kyle mi odpowie.
<Tak, ale w sytuacjach gdy osoba, którą się opiekuje Anioł, jest zagrożona, trzeba interweniować. On ma nóż przy sobie... A poza tym wiem co by się zdarzyło bez tej interwencji...Byłoby jeszcze gorzej niż z nią. Posłuchaj mnie Misty, proszę...>.
*Dobrze, posłucham się ciebie...*
Gdy miałam wypowiedzieć słowa, które kazał mi przekazać Kyle, Martin uniósł się i wyciągnął nóż z kieszeni.
- Gadaj zdziro, albo poderżnę Ci gardło!!!
- Nawet jak powiem ci prawdę to, to zrobisz, bydlaku...Zaraz się przekonasz kim jest Kyle... - odpowiedziałam ze spokojem ducha w głosie.
W tym momencie w blasku nadszedł mój anioł stróż Kyle. Tym razem był o dziwo bez kaptura na głowie.
Jego włosy były krótkie o kolorze blond. Oczy miał błękitne niczym ocean. *Mogłabym się w jego oczach zatopić...* pomyślałam, a następnie *O czym ja tu myślę, przecież to ANIOŁ!!!*.
- Witaj Martin, jestem Kyle, Anioł stróż Misty. Gdybym Ci się nie pokazał na oczy pewnie byś ją zabił, nieprawdaż? - stwierdził Kyle.
-N-Nie sk-skądże Ky-Kyle.... - odpowiedział przestraszony Martin.
- To było pytanie retoryczne... Jeśli chcesz jeszcze żyć to wróć tam skąd przyszedłeś, albo poczujesz przy swoim gardle stal oraz diamenty z jakich wykuto ten miecz...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak wiem koszmarne staje się moje opowiadanie....Traci poziom jak to niektórzy mówią.... No cóż...:(
Btw. Pani Ciemności to jeszcze czyta czy już się zraziła do tego opowiadania? O.o
Liczę na wasze komentarze, i całuję :*