niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział IV - labirynt

~~Rozdział IV~~

- Kochanie wstawaj...Za chwilę odlatujemy z Ziemi... Wstawaj Misty! Myszko no! - powiedział spokojnym głosem Martin i pocałował mnie w czoło.
- Jeszcze trochę Kyle...daj mi pospać po tej przygodzie...Jeszcze kilka minut Aniele...- mówiłam sama do siebie.
- Misty! Wstawaj i natychmiast powiedz mi kim jest ten Kyle o którym przed chwilą mówiłaś!!! - krzyknął mój były "ukochany".
- Co? Gdzie? Jak? Gdzie ja jestem do diabła?!? Gdzie jest Kyle? Gdzie jest ta pustynia cała? - zaniepokojona zaczęłam się pytać.
- MISTY!!! Uspokój się!!! Jesteśmy na pokładzie statku i zaraz polecimy na Xyron! A teraz mów mi kim jest do cholery ten Kyle!!! - wydarł się Martin.
<Nic nie mów mu o mnie Misty! Nikt się nie może dowiedzieć!> - głos Anioła zabrzmiał w mojej głowie.
- Yyyy...Kyle to dobry znajomy...poznałam go na....yyy...na Ziemi.... - powiedziałam spontanicznie.
- Misty widzę kiedy kłamiesz!!! Powiedz prawdę!!! - zaczął krzyczeć na mnie mężczyzna.
W tym właśnie oto momencie Martin uderzył mnie...uderzyła mnie osoba, na której niegdyś mi zależało...Łzy same zaczęły mi lecieć strumieniami z oczu. * Co mam począć, jeśli mój chłopak mnie uderzył i skrzywdził?* pomyślałam.
<Nie przejmuj się Misty, później ci wszystko opowiem. Powiedz mu że za chwilę przekona się kim jest Kyle...> powiedział mój Anioł Stróż. *A-ale anioły przecież nie mogą się pokazywać ludziom! Sam mi mówiłeś!* pomyślałam z nadzieją, że Kyle mi odpowie.
<Tak, ale w sytuacjach gdy osoba, którą się opiekuje Anioł, jest zagrożona, trzeba interweniować. On ma nóż przy sobie... A poza tym wiem co by się zdarzyło bez tej interwencji...Byłoby jeszcze gorzej niż z nią. Posłuchaj mnie Misty, proszę...>.
*Dobrze, posłucham się ciebie...*
Gdy miałam wypowiedzieć słowa, które kazał mi przekazać Kyle, Martin uniósł się i wyciągnął nóż z kieszeni.
- Gadaj zdziro, albo poderżnę Ci gardło!!!
- Nawet jak powiem ci prawdę to, to zrobisz, bydlaku...Zaraz się przekonasz kim jest Kyle... - odpowiedziałam ze spokojem ducha w głosie.
W tym momencie w blasku nadszedł mój anioł stróż Kyle. Tym razem był o dziwo bez kaptura na głowie.
Jego włosy były krótkie o kolorze blond. Oczy miał błękitne niczym ocean. *Mogłabym się w jego oczach zatopić...* pomyślałam, a następnie *O czym ja tu myślę, przecież to ANIOŁ!!!*.
- Witaj Martin, jestem Kyle, Anioł stróż Misty. Gdybym Ci się nie pokazał na oczy pewnie byś ją zabił, nieprawdaż? - stwierdził Kyle.
-N-Nie sk-skądże Ky-Kyle.... - odpowiedział przestraszony Martin.
- To było pytanie retoryczne... Jeśli chcesz jeszcze żyć to wróć tam skąd przyszedłeś, albo poczujesz przy swoim gardle stal oraz diamenty z jakich wykuto ten miecz...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak wiem koszmarne staje się moje opowiadanie....Traci poziom jak to niektórzy mówią.... No cóż...:(
Btw. Pani Ciemności to jeszcze czyta czy już się zraziła do tego opowiadania? O.o
Liczę na wasze komentarze, i całuję :*
 

Rozdział III - tajemnicza postać

~~Rozdział III~~

Przynajmniej tak mi się zdawało, że mi poderżnie. Przerwała jej w tym pewna oskrzydlona postać. Miała ona ogromny stalowy miecz większy niż 2 osoby razem wzięte oraz długą płachtę oplatającą całe jej ciało. Nie wiedziałam twarzy, ponieważ osoba ta miała na sobie kaptur. Swoją potężną bron przykładała do gardeł      Martina oraz drugiej mnie.
- Odłóż to paskudna istoto,a zakończysz swoje życie za kilka sekund... - powiedział "Anioł". Nazwałam tę osobę, tak ponieważ miała skrzydła. Anioł miał głos spokojny, lecz stanowczy. Był on również głęboki, lecz wydawało mi się, że zawiera nutkę troski w sobie.
- Tooo znowu ty...SSssss...jesssszcze ssię policzymy...zobaczyssssz...- odpowiedział Martin.
W tym właśnie oto momencie  2 postacie, które chciały mnie zabić, zniknęły. Pozostałam tylko ja i Anioł.
- Teraz proszę Cię nie wierć się... Spróbuję pomóc Ci odzyskać panowanie w każdej części twojego drobnego ciała...- powiedziała tajemnicza i nieznajoma dla mnie postać.
- D-dd-dobrze...po-postaram s-się... - odpowiedziałam z przerażeniem w głosie.
<Nie bój się mnie, jestem Twoim Aniołem Stróżem.> powiedział Anioła głos w mojej głowie.
Byłam w szoku. *Ta zakapturzona postać to mój Anioł stróż?!? Ale anioły nie ukazują się człowiekowi!* pomyślałam.
Osoba jak powiedziała tak się stało. Mogłam wstać, skakać, biegać, machać rękoma oraz zamykać oczy.
- Dziękuję Ci Aniele...- szepnęłam.
- Nie ma za co, taka moja rola Misty. Nadal się mnie boisz? - spytał z odrobiną smutku w głosie.
- No może trochę...-odpowiedziałam.
- Czyli tak...Szkoda, ponieważ chciałem zyskać Twoje zaufanie. W dzisiejszych czasach przyjaźń z aniołem to skarb we Wszechświecie.
- J-Jak to s-skarb?
- No bo widzisz...Anioły są bardzo silne i umieją przewidzieć przyszłość. Jakby na to spojrzeć z perspektywy innych ludzi to bardzo udany interes. Dlatego też niektóre anioły się nie ukazują ludziom. Szczególnie tym z nieczystym sercem...
- Czyli ja-a mam czy-czyste ser-serce, aniele?
- Masz i to tak czyste, niczym krystaliczna woda bądź oszlifowany diament. Mam tylko do ciebie jedną prośbę...
-J-Jaką?...
- Mów do mnie Kyle, Misty.
- D-dobrze... A-ale dlacze...
- Nie pytaj o nic Misty... później Ci wszystko opowiem. Teraz jesteś zmęczona. Idź spać. Dobranoc...
W tym momencie Kyle przyłożył dłonie do mojego czoła. Jakaś dziwna fala energii, sprawiła, że upadłam na piasek...
<Śpij dobrze. Jak się obudzisz to nie krzycz proszę. Nie bój się, nic złego Ci nie zrobię...> powiedział Kyle w mojej głowie. Nie wiem czemu, ale nie mogłam otworzyć oczu...Nie mogłam się ruszyć...Znowu straciłam panowanie nad swoim ciałem... Zasnęłam, zasnęłam znowu...Mam nadzieję, że kiedyś ten koszmar się skończy...

~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i nowy rozdział :D Jej !!! Tylko jakiś taki krótki wyszedł xd
I jak podoba się wam nowa postać Kyle? Tak wiem Kyle występuje w Lol'u i też jest aniołem (tylko w postaci damskiej). Może dzisiaj się uda napisać kolejny rozdział, zobaczę ;) Pozdrawiam Was Kochani :*

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział II - jedna wielka niewiadoma

Dedykuję ten rozdział M.u.u oraz Pani Ciemności :D Doczekałyście się ;)

~~Rozdział II~~

- Dlaczego mi to robisz potworze?!? Dlaczego?!? - krzyknęłam, chociaż łzy nie przestawały płynąc z moich oczu, a wręcz jeszcze bardziej zwiększyłam się ich liczba. - Gdzie jesteś?!? Ukaż się! Chyba chcesz czysto walczyć ze mną!
~~Na razie jesssstem w twojej głowie Missssty, ale nie przejmuj ssssię, niedługo ssssię zobaczymy...Ssss. A teraz oglądaj uważnie...~~ - Ten głos coraz bardziej mnie przerażał. Przez to, boję się ujrzeć to co za chwilę się stanie.
~~To będzie teraz twoja walka psssssssychiczna ze mną... mam nadzieję żeee przegrasssszz Missssty..Sss..~~
Walka psychiczna?!? Ja nie wierzę...te paskudne stworzenie, które mnie tu sprowadziło, chce naprawdę mi to przypomnieć...!!!
-W jakim celu mi to chcesz jeszcze raz pokazać?!? Gadaj natychmiast! - złość mnie przepełniała. Nie wiem czy to ze strachu, czy bardziej chęci zabicia tej istoty...
~~ Oglądaj prossssszę...~~~  - ten głos powoli zaczynał mnie prześladować.
Po tych słowach ukazało się to, co wyróżniało tę pustynię od innych, a mianowicie: Wielkie stalowe drzewo na samym środku pustyni. Nie było dziwne to, że było stalowe lub w środku tak wielkiego obszaru, tylko to, że właśnie na tym drzewie zwanym inaczej Crispo, wieszane są dusze ludzi zjedzonych bądź zabitych przez Chyżwara. Od razu przeszły po moim ciele ciarki. *Właśnie! Może odzyskałam panowanie w nogach!* pomyślałam. Spróbowałam wstać. Nie mogłam nawet się przeczołgać. Czułam jakby całe moje ciało było ukorzenione w tej ziemi.
~~Sssiedź Missssty, ssiedź...~~
Chciałam krzyknąć, lecz poczułam jak skóra zaszywa mi usta. Poczułam paniczny strach.
~~Nie masssz gdzie uciec oraz nie masssz co zrobić...Sssss...oglądaj...~~~
Przez krótką chwilę próbowałam zrobić cokolwiek, dosłownie. Nawet zamknąć oczy, lecz też na marne.
Ten moment przerwała mi sytuacja z tamtych lat. Patrzę teraz jak moja rodzina podchodzi do drzewa. Jak go dotyka i się nim zachwyca. Próbowałam krzyknąć żeby tego nie robili jednak na marne. Moment po tym zauważyłam go, Chyżwara. Widziałam jak ich zabija i zjada. Próbując wstać zaczęły lecieć mi łzy. Pośród mej rodziny zauważyłam także siebie z nożem zakrwawionym w ręku. Ten moment bardzo mnie zszokował. Na dodatek moją postać przy tym drzewie przytulał sam Chyżwar. *O co tu chodzi?* pomyślałam.
~~Dowiesssz sssię w ssswoim czasssie Misssty...~~ - powiedział znowu ten straszliwy głos.
~~A teraz poznasssz moją twarz Misssty...~~~
Nagle przed oczami ukazał się Martin!!! Zaczęłam się trząść cała z przerażenia. Mój chłopak stał zaledwie kilka centymetrów przede mną. Ale jak to?!? Mój chłopak mnie tu sprowadził?!? Osoba której powierzałam wszystko, chce widzieć moje cierpienie!?!
~~Sssssspodziewałaś sssię mnie?...Pewnie że nie...~~
- Missstsy chodź tuu na chwilę...- przemówił, tym razem nie w mojej głowie tylko w tym świecie gdzie na chwilę obecną byłam.
Druga ja podeszła do Martina.
- Zabij ją Misssty... - powiedział ten potwór do niej.
W tym momencie w mojej głowie przypomniałam sobie piękne chwile spędzone z moim chłopakiem. Teraz nie mogłam uwierzyć w to, że żąda mojej krwi...
Tamta dziewczyna podeszła do mnie, przyłożyła zakrwawiony nóż do mojej szyi i poderżnęła mi gardło...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No trochę krótszy, ale starałam się :D Macie tutaj taki mały mętlik, podobnie jak ja :D
Musze coś jak najszybciej coś wymyślić :D
P.S trochę pozmieniane :D

Roździał I - początek

~~Rozdział I~~

*Za 20 godzin lądujemy!* - powiedziała sztuczna inteligencja.
Ta 6 letnia hibernacja kompletnie mnie wymęczyła. Odrętwiałe nogi i ręce, chwilowa amnezja orz brak swobodnego myślenia. Uwierzcie mi, koszmar. Nazywam się Misty i lecę na planetę gdzie pewna istota zabiła całą moją rodzinę na moich oczach. Na tej planecie zabiję Chyżwara i ożywię wszystkie jego ofiary. Zapewne pytacie sie w jaki sposób...poczekajcie, ponieważ nie pamiętam, hibernacja daje o sobie znaki. zresztą później Wam powiem. Teraz pójdę coś zjeść, bo za chwilę mój żołądek sam zacznie się trawić. Jednak jest mały problem, a mianowicie: moje nogi. Przecież nie dojdę na 5 piętro z piwnicy czołgając się. Chyba zawołam swojego chłopaka Martina.
-Martin, przynieś mi coś do jedzenia!
Nikt nie odpowiedział. Krzyknęłam raz, drugi i nic. No dobra przeczołgam się. 
Dotarłam do drzwi i je otworzyłam. *Wreszcie wyszłam z tego laboratorium* pomyślałam. Jednak radość nie trwała długo. Na korytarzu ujrzałam coś co zawsze mnie ścigało i straszyło. Krew...krew wszędzie...na suficie na ścianach. Mimo mojego wstrząsu szłam dalej. *Dam radę, powstrzymam swój strach, nie ma strachu...* myślałam z każdym metrem mojej tułaczki. Dotarłam do schodów a na ścianie ujrzałam napis: Idź dalej czekam na ciebie... Nie zadowoliło mnie to, jednak chęć jedzenia była silniejsza.
Jeszcze 10, jeszcze 9, jeszcze 8,7,6, 5, 4, 3, 2, 1, i już jestem na parterze! A tam ujrzałam stosy ludzkich ciał, dosłownie. Cala załoga, wszyscy ludzie którzy byli gotów poświęcić dla mnie swoje życie, wszyscy przyjaciele... zostali straceni... jak cała moja rodzina... 
-Nie daruję Ci tego!!! Zobaczysz jeszcze pożałujesz tego co im zrobiłeś potworze!!! - krzyknęłam, mimo wodospadu łez cieknących z moich policzków.
Szłam dalej, ale powodem dalszej wędrówki nie był już głód tylko zemsta. Zemsta za zabicie wszystkich tych ludzi... Spróbowałam wstać na nogi lecz mimo tych daremnych prób, miałam coraz to boleśniejsze spotkania z podłogą. Jak widać muszę się czołgać dalej. Przebrnęłam przez stosy ludzi i smród dochodzący z nich. Teraz muszę pokonać bardzo długie schody. *20 minut później*
Na szczęście lub nie, już jestem na 1 piętrze. Zdziwiło mnie tylko to, że na tym korytarzu nic nie znajdywało się oprócz krzeseł, stolików oraz drzwi do pokojów. Żadnych krwi,ciał napisów nic! Odetchnęłam z ulgą. Te piętro jest najdłuższe i największe ze wszystkich. Dlatego ta tułaczka zajęła mi 2h! Jednak coś bardzo zaniepokoiło mnie nad schodami, a mianowicie napis napisany krwią *Suprise! A już myślałaś, że jest dobrze? Zajrzyj na kolejne piętro...*. *Dobra muszę to zrobić, muszę pokonać strach!* pomyślałam. Chęć ucieczki była silniejsza, ale na szczęście zemsta ją powstrzymała. Weszłam po schodach a tam nic, pustka całkowita. *Jak to możliwe? Przecież miało być strasznie i okropnie, gorzej niż na 1 piętrze.* Pomyślałam. Czołgając się zauważyłam, że pewne drzwi są otwarte. Weszłam do pokoju. To co tam ujrzałam było straszne, tego wręcz się nie spodziewałam. Cały pokój był oblepiony w zdjęciach z tamtych wydarzeń. Z wydarzeń, przez które lecę na Xyron. Tak właśnie. Były tam zdjęcia zabitych moich rodziców oraz zdjęcia zmasakrowanego mojego brata. Od razu poleciał strumień łez. Od razu przypomniały mi się te zdarzenia.
-Pamiętam jakby to było wczoraj...-szepnęłam do siebie.
~~Skąd wiesz może było?~~ powiedział jakiś głos w głowie. Nie powiem poczułam strach, przerażenie.
Głos był mroczny, głęboki, z echem oraz taki...taki..taki jakby żądał krwi, niestety...
Nagle wszystkie zdjęcia, pokój oraz przedmioty znajdujące się w nim zaczęły wirować jakby były w wirze. Ja także zaczęłam wirować. W oka mgnieniu znalazłam się na pustyni. 
-Nie!!! Tylko nie to !!! Dlaczego akurat tutaj!!! To nie może być prawda!!! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
~~Chcę ci przypomnieć jeszcze bardziej ten moment...Ssssss~~~znowu ten głos, znowu...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam, oto ja Olivia i jest to mój pierwszy blog z opowiadaniem :3 Jak to się stało a za sprawą pewnej Pani Ciemności ;) Pozdrawiam ją i wszystkich moich czytelników :)
Rozdziały nie wiem jak często będą się ukazywały, ale będę się starała jak najszybciej :D
Miłego weekendu :D